Dziś będzie o kimś dla mnie bardzo ważnym. Mam ku temu swoje powody, o których niebawem.
W marcu 2001 powinnam siedzieć w sali komputerowej na Wydziale Psychologii i ćwiczyć statystykę. Powinnam, ale jak większość tam siedzących studentów zachłystywałam się darmowym dostępem do internetu, którego wcześniej praktycznie nie znałam.
Rodzice kupili pierwszy komputer, gdy już zaczęłam drugie studia i nie było mnie w domu. Byłam kompletnie zielona, ale sprawdzałam powoli wszystko. Krótko później odkryję blogi i zacznę pisać w sieci, ale póki co jest wiosna 2001.
Weszłam na interię, na pierwszy z brzegu czat i wśród dziesiątek rozmów z cyklu: "cze, skąd klikasz, ile masz lat" wdałam się w dyskusję o życiu, planach i religii. Rozmówca zwał się MNIUT28, ja KARA22. Studiowałam w Bydgoszczy, a wcześniej rzucało mnie po kraju; on urodził się, mieszkał i pracował w Warszawie.
Następne tygodnie upłynęły nam pod znakiem poszukiwania kafejek internetowych. W zasadzie próbowaliśmy się łapać w ciemno, bo wówczas nie miałam nawet komórki.
Chcieliśmy się spotkać, ale po drodze wypadła nam Wielkanoc. Pojechałam na Mazury, a Mniut do mnie zadzwonił. To była najdłuższa rozmowa telefoniczna w moim życiu (wówczas nie było jeszcze darmowych minut itd) - przegadaliśmy ponad sześć godzin.
Umówiliśmy się, że przyjedzie do mnie po świętach na kawę. Przyjechał.
Kawa trwała dwa tygodnie. W zasadzie trwa do dziś.
"Pamiętam jak nie mogliśmy się na siebie napatrzeć. Konfrontacja wyobrażeń z realiami. Choć wyobrażeń nie było wiele. Była wiedza o tym, jacy jesteśmy i trzeba to było poskładać do kupy. Dodać sposób trzymania papierosa. Kolor oczu. Uśmiech.
Pamiętam, że objął mnie i mocno przytulił, gdy robiłam tę kawę, na którą przyjechał.
I że był lekko onieśmielony (kurna, czemu mnie nic nie onieśmiela? ;) )...jakby bał się coś spłoszyć.
Pamiętam jego zapach.
I to, że chyba bał się zaproponować, żebyśmy spali razem.
Mówił coś o karimacie, materacu.
Spojrzałam na niego :" nie wolałbyś spać ze mną?".
To nie była kwestia tego, że chciałam go napastować.
Po prostu wielokrotnie spałam w jednym łóżku z przyjaciółmi czy kolegami z roku. Miałam jedno łózko.
No sorry, nie będę się gnieść na podłodze.
Ani proponować komuś.
Jasne, z nielubianym kolegą nie miałabym takich oporów.
Ale nielubiany nie miałby prawa wstępu.
Jakaś taka bliskość się wytworzyła od razu.
Jakby zawsze był obok.
Jak ktoś dawno niewidziany. Wracający z długiej podróży.
Do domu.
Do mnie.
Był pierwszym (i ostatnim :)) facetem z którym przespałam się w ciągu pierwszej doby od pierwszego spotkania.
Pamiętam gadanie do rana, a potem spacery nad Wisłę z zamiarem oglądania wschodu słońca.
Jakieś imprezy.
Klimat w moim ulubionym klubie, gdzie tak bardzo siebie pragnęliśmy, że biegliśmy do autobusu, by szybciej być w łóżku.
Przesiadywanie w znajomej naleśnikarni, gdzie jak było za dużo klientów wchodziłam na zaplecze pomóc myć gary.
Pamiętam jak kombinował, żeby pojechać ze mną do rodziców.
Żeby się tylko nie rozstawać.
Wiele innych rzeczy pamiętam.
Zbyt intymnych.
Tak dla uważnych czytelników: P. przyjechał na kawę. Kawa trwała dwa tygodnie.
Następnym razem przyjechał już z rzeczami.
I wszystko byłoby pięknie, gdyby było jak w czasie tych kilku tygodni.
Potem jednak, jakoś bardzo szybko, wszystko wokół zaczęło się walić.
Spadły na nas problemy ze wszystkich stron.
Nie wiem jak to wytrzymaliśmy.
Jeszcze bardziej mnie zadziwia fakt, że wytrzymaliśmy to RAZEM.
Tak naprawdę dopiero teraz powoli się wszystko prostuje."
Od tamtego wpisu minęło sporo czasu. Z niegotowych na dziecko i odpowiedzialność, zmieniliśmy się w nieco innych ludzi. Obrośliśmy dziećmi, zwierzętami i książkami.
Były w naszym życiu bardzo ciężki okresy, była depresja, była skrajna bieda, ale dzięki tym doświadczeniom to, co mamy teraz, cenimy po stokroć bardziej.
Żadnej z tych chwil nie zamieniłabym na łatwiejsze, opływające w luksusy życie z kimś innym.
Znam przystojniejszych mężczyzn (Matt Damon), znam bardziej przedsiębiorczych (Bill Gates), znam
lepiej wykształconych, ale nie znam nikogo, kto w tak krótkim czasie wykonałby tyle pracy nad sobą. Nie znam fajniejszego, mądrzejszego faceta. Nikogo z kim czułabym się lepiej. Kto motywowałby mnie tak do rozwoju. Zadziwia mnie, jak ktoś, kto nie miał w dzieciństwie żadnego męskiego wzorca, może być tak fajnym, czułym ojcem.
Dziękuję Ci za te lata, Kochany.
Jesteś dla mnie najlepszy.
(i się poryczała...)

nie ona jedna
OdpowiedzUsuńGratulacje i wielu nastepnych lat razem :)
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam sporo zdań, pod którymi mogłabym napisać: my też, ja też, on też.
OdpowiedzUsuńMatt Damon wcale nie jest przystojniejszy!
Oraz gratulacje! :)
Przeczytałam ze wzruszeniem, to ciepło aż się czuje po mojej stronie ekranu:) Piękna historia. Wiele dobrego dla Was!
OdpowiedzUsuńA.
co za dzien. gdzie nie wejde, to rycze.
OdpowiedzUsuńi blagam Cie, Mattowi do Pita baaardzo daleko :)
nastepnych, szczesliwych chwil kochana.
piękna historia. Przypomina mi moją, naszą :))
OdpowiedzUsuńA Matt Damon jest brzydszy od Pita, ot, co.
to kiedy ten ślub? :)
OdpowiedzUsuńPoryczałam oraz posmarkałam się.Co tu komentować?Gratulacje i sto lat!
OdpowiedzUsuńe no weź uprzedzaj, co! rodzina się patrzy a ja się wzruszam ;)
OdpowiedzUsuńwszystkiego najlepszego.
+++++
OdpowiedzUsuńczytająca też się poryczała...
OdpowiedzUsuńWszystkiego Dobrego dla Was.
podoba mi się to, że "kawa trwa do dzisiaj"
OdpowiedzUsuńniech trwa długo, długo :) i nie wystygnie
Jakie lade. Chlip chlip. To teraz gadaj - KIEDY TEN SLUB? :)
OdpowiedzUsuńAaaa - pokojarzylam - to TEN weekend? Dużo szcześcia dla "Młodej" :) Pary :*
OdpowiedzUsuńmoc uśmiechów :]
OdpowiedzUsuńwszystkiego dobrego, drodzy!
OdpowiedzUsuńI gratulacje dla MŁODEJ pary!
Gratulacje kochani:***
OdpowiedzUsuń(i poszła wysmarkać nos;)
piękna historia :) niech ta kawa trwa jak najdłużej!
OdpowiedzUsuńWzruszyłam się jak wszyscy diabli. Bądźcie dalej szczęśliwi i niech niestraszne Wam będą wichry i burze.
OdpowiedzUsuńJa tam się nie poryczałam - ot tylko smarkam jak stary koń :)
OdpowiedzUsuńpięknie napisane.
OdpowiedzUsuńtak sobie myślę, ze choć nie ma ludzi idealnych, to są ludzie idealni DLA NAS (oczywiście bywa, że okupione to jest ciężką pracą).
uściski
m.
Wróciłam dzisiaj do Twojej notki. Ciągle jestem pod wrażeniem. To naprawdę piękne napisać tak o drugiej osobie po tylu wspólnych latach.
OdpowiedzUsuń