Internet pobudza mnie do myślenia. Często się wkurzam po prostu czytając opinie innych, a potem układam w głowie odpowiedzi - celne riposty zawsze przychodzą zbyt późno, ale można wokół nich zbudować blogową notatkę.
Tym razem zaczęło się na portalu, gdzie "bardzo lubią informować przyjaciół", w związku z tym artykułem.
W dużym skrócie: trzydziestoletni przedsiębiorca opisuje sytuację w swojej firmie. Opowiada dlaczego woli zatrudniać ludzi po 40-stce. Opisuje jak młodsi pracownicy traktują pracę i pracodawcę. We wprowadzeniu wspomina o tym, że zatrudnia 49 osób i płaci im 1900PLN brutto plus dodatki: "minimum 500 złotych plus bony na święta, plus wyprawka szkolna, plus jakieś okolicznościowe zapomogi jak ktoś potrzebuje".
To może mała dygresja. Jakieś dziesięć lat temu, leżałam na kanapie u kuzynki i wraz z jej starszą siostrą i Pitem oglądaliśmy jakiś program w tv. Możliwe, ze taniec z gwiazdami? Coś w tym rodzaju w każdym razie. Byłam wtedy w siódmym bodajże miesiącu ciąży, miałam co najmniej 20 kilogramów na plusie i wyglądałam jak "idź stąd". Kuzynka też od lat do szczupłych nie należała, w programie zaś występowały szczupłe, normalnie wyglądające kobiety, robiące coś fajnego (już nie pamiętam śpiewały, czy tańczyły). I co? Ano to, że leżące na kanapie wielorybica i orka coś słodkiego pożerały i komentowały nieusstannie to, co działo się na ekranie. Jak komentowały? Tak jak na przeciętnego Polaka przystało: zobacz jak ona się ubrała! ryj jej się błyszczy. o mamooo kto ją tam wpuścił? jest fatalna. i jeszcze te nogi!
Dlaczego mi się to skojarzyło? Bo od razu odezwały się głosy nie związane z tematem artykułu, nie odnoszące się do nieciekawych zachowań pracowników, za to potępiające tego przedsiębiorcę.
"To że ktoś zatrudnia ludzi za grosze, to nie jest powód do chwały. Powinien się zamknąć, a nie pomnik sobie stawiać." "Hahaha, widziałem to. Wielki mi bohater! Przy takiej pensji to człowiek w ogóle nie ma motywacji do pracy przecież".
A ja się zastanawiam czy ludziom już się całkiem w dupach poprzewracało. I czy zdają sobie sprawę, że istnieje jeszcze jakaś inna rzeczywistość.
Coraz częściej mam wrażenie, że większość młodego pokolenia (zwłaszcza ludzi od trzydziestki w dół) chciałaby się nie przepracowywać i dostawać za to z pięć tysięcy co najmniej.
Otóż, Moi Drodzy, w państwie, gdzie przedsiębiorca jest zwykle w dupę bity, w średnich i małych firmach mało kto w ogóle daje umowy zgodne ze stanem faktycznym. Ludzie mają na papierze najniższą krajową, albo pół etatu, co nie przeszkadza im pracować na cały i w nadgodzinach. Dostają grosze na konto, do emerytury ochłapy, a jakąś tam resztę do ręki. I to często tu, w Warszawie. Jak musi być w mniejszych miastach?
Naprawdę już sam fakt płacenia pełnych składek jest godny docenienia.
Możecie sobie zobaczyć tutaj (akapit o księgowej), jak często wygląda prowincjonalna rzeczywistość.
Ten film też jest dobry.
Brak motywacji do pracy przy takiej pensji. Ha!
Zapytajcie nauczyciela z państwowej placówki ile zarabia. Po wszystkich kursach, mianowaniach, użerając się z koszmarnymi gówniarzami i słuchając nieustających roszczeń rodziców. (czasem uzasadnionych, jasne.)
Zapewniam Was, że świadomość ogromnego bezrobocia w regionie, wiedza o kolejnych zamykanych zakładach pracy, rachunki do popłacenia i kilkoro dzieci w domu, są przeogromną motywacją.
Tu praca w markecie to ostateczność, tam - czasem marzenie.
Tu praca w markecie to ostateczność, tam - czasem marzenie.
Poza tym, Drodzy Młodzi, jeśli pieniądze są dla Was jedyną motywacją do pracy, będą z Was dupy, nie pracownicy. I w ostatecznym rozrachunku, choćbyście zarabiali kokosy - zawsze nie dość zadowoleni ludzie.
Ceny i pensje dyktuje rynek. Już widzę jak jeden z drugim otwierają firmy w miejscu, gdzie tysiąc na rękę to bardzo dobra pensja i postanawiają z dobrego serca płacić ludziom po trzy tysiące. I to zapewne na okresie próbnym. Wiecie ile tu w stolicy proponuje się w biurze na początek? Zapewniam, że mniej niż ten potępiany przez Was przedsiębiorca z prowincji.
W sytuacji idealnej państwo wspiera przedsiębiorczość i fachowców. W sytuacji idealnej dla pracodawcy jego firma to coś więcej niż fabryka złotówek. W sytuacji idealnej pracownik wykonuje swoją pracę nie tylko dla pensji. Tylko że ten kraj to nie kraina tęczowego jednorożca, póki co.
Tym, co tak chętnie krytykują, proponuję założyć taką firmę, zobaczyć jak to jest, a potem pyszczyć w internecie. Może wówczas będę mogła potraktować takie wypowiedzi poważnie.
Przysłowie mówi, że zanim ocenisz bliźniego, powinieneś przejść się w jego butach. Jeśli po kilku godzinach nadal nie będziesz się z nim zgadzał, przynajmniej będziesz już daleko. No i będziesz miał jego buty ;)
Futomaki w październiku tego roku napisał na blipie "Oglądam zachodni net: tyle kreatywnych osób robi tyle ciekawych rzeczy. Oglądam polski net: tyle kreatywnych osób kombinuje jak dojebać tym, którzy coś robią."
Zaś Covey odpowiada, czym się taki człowiek kieruje.
"Większość ludzi osadzona jest głęboko w czymś, co nazywam mentalnością niedoboru.
Postrzegają oni życie tak, jakby była w nim określona ilość dobra, jakby był tylko jeden
tort. Jeśli ktoś weźmie duży kawałek tego tortu, znaczy to, że pozostali dostaną mniejsze
porcje. Mentalność niedoboru to sumujący się do zera paradygmat.
Ludziom z mentalnością tego rodzaju niezwykle trudno przychodzi podzielić się
uznaniem, zasługami, siłą czy zyskiem z innymi – nawet z tymi, którzy na to pracowali.
Niełatwo im także szczerze cieszyć się z sukcesów innych, nawet (czasem – zwłaszcza) gdy
to członkowie rodziny lub bliscy znajomi czy przyjaciele. Gdy kogoś innego spotka
specjalne uznanie lub niespodziewane szczęście albo też osiągnie znaczący sukces, czują się
niemal tak, jakby im coś odebrano.
I chociaż zewnętrznie dają wyraz swojej radości, w środku zjada ich zgoła inne uczucie.
Ich poczucie wartości bierze się z porównań, zatem sukces kogoś innego jest do pewnego
stopnia ich porażką. Istnieje określona liczba „najlepszych studentów"; tylko jedna osoba
może uzyskać „pierwszą nagrodę". „Wygrać" to po prostu „pokonać".
Często ludzie z mentalnością niedoboru w skrytości ducha życzą innym nieszczęść – nie
wielkich nieszczęść, ale drobnych niepowodzeń, które będą ich trzymać „tam, gdzie ich
miejsce". Ciągle porównują, zawsze współzawodniczą. Całą energię wkładają w
pozyskiwanie rzeczy i ludzi po to, by zwiększyć swoje poczucie wartości. Chcą, by inni byli
tacy, jak oni tego sobie życzą. Często zależy im na tym, by ich naśladowano, i otaczają się
„potakiwaczami", słabszymi od siebie ludźmi, którzy nie stanowią dla nich wyzwania."
Więc wiecie, Drodzy Państwo, stosujmy mentalność dostatku, a jak nie działa - kradnijmy buty ;)
O, to jest dopiero temat rzeka, szkoda, że śpieszę się do pracy, bo bym mogła wysmażyć niezły elaborat.
OdpowiedzUsuńOd lat mam własną działalność i ten temat jest mi boleśnie znany. Swoją drogą to zadziwiające skąd w ludziach(w moim przypadku też klientach - mam sklep) przekonanie, że każdy przedsiębiorca śpi na kasie, a jeśli "mało" płaci lub "drogo" sprzedaje, to chce się nachapać! Kosztem tych biednych pracowników lub jeszcze biedniejszych klientów.
Ja niestety należę do tych przejmujących się, dlatego postanowiłam nie kopać się z koniem i pracuję w moim sklepie sama z siostrą na zmianę. Chociaż to praca dużo poniżej moich kwalifikacji:)))
Jak wrócę z pracy, to chętnie tu zajrzę, bo oczekuję ciekawej dyskusji:)
Marta z Lublina
ulubiony kawał mojej Mamy.
OdpowiedzUsuńPolak, Francuz i Noemiec zlałapali złotą rybkę. I mieli powiedzieć życzenie. I Anglik mówi. Rybko! Mój sąsiad ma kurę co znosi złote jaja - spraw mi taką kure! Niemiec. Rybko - mój sąsiad ma kurę zo znosi zlote jaja - daj mi dwie takie kury. A co Polak. Rybko! Mój sąsiad ma kurę co znosi złote jaja. Spraw, żeby mu zdechła!
;)
Uważam że to bardzo prawdziwy dowcip.
Robie w życiu co robię i uwielbiam to robić. I ma to jak wszystko swoje blaski i cienie. Ale może dlatego to wiem, bo biegałam w życiu w przeróżnych butach. Wiadomo - mam kota na punkcie obuwia;)
(Zakurzona. Jak Ty w tym tempie bedziesz transformować - to widzę Cię z tzw sukcesem zawodowym. Jako włascicielkę czegoś. Sklepu z dobrą żywnością? Księgarnią? Wszystkim dla zwierząt? Nie wiem. Ale uważam, że Ty już wskoczyłaś w tor osoby co jej się udaje :)
WOW!
OdpowiedzUsuńspt- jestes moim ulubioną komentatorką :)
OdpowiedzUsuńMarto, obawiam się że wszyscy latają w przedświątecznym szale i dyskusja zamrze.
OdpowiedzUsuńSama też lecę zaraz po resztę zakupów.
Spt
Dowcip bardzo prawdziwy!
Właśnie, posiadanie wiedzy jak to jest z innej perspektywy jest jednak cholernie cenne.
A ten sklep to wiesz, jak wrócę na prowincję ;)
Masz dużo racji, w tym co piszesz. Ja zupełnie nie wiem, jak wygląda praca po stronie przedsiębiorcy i staram się nie oceniać. Nie mówię, ani też nie myślę, że 'ten, który pracuje na swoim' pławi się w luksusach i bogactwach, a wszystko kosztem biednych pracowników. Chociaż pewnie i tak się czasem zdarza.
OdpowiedzUsuńAle z drugiej strony, uważam, że należy znać swoją wartość i mieć świadomość tego, że jako specjalista mogę zarabiać dużo i mam prawo tego wymagać. Nie mówię tu o tej grupie ludzi, którzy chcą zarobić dużo, narobić się przy tym mało i wszystko jeszcze robić z wielką łachą. Piszę o tym, bo trochę mnie dotknął Twój tekst, nie chodzi mi o to, że personalnie, po prostu coś we mnie poruszył. Oczywiście wszystkie aspekty, o których piszesz, dzieci w domu, rachunki do zapłacenia są motywacją dla wielu osób do pracy nawet za marne grosze. I też nie podobają mi się komentarze w stylu tych, które przytoczyłaś. Ale wydaje mi się, że należy pamiętać i mieć na względzie to, że wśród ludzi młodych są nie tylko tacy, którzy skrytykują przedsiębiorcę, ale także tacy, którzy są dobrze wykwalifikowanymi i wykształconymi młodymi ludźmi, mają chęć do pracy i dalszej nauki. I chcą zarabiać dużo.
Ale ja nigdzie nie napisałam, że wszyscy mają dziwne roszczenia. To jakaś część jest.
OdpowiedzUsuńZ drugiej strony dopiero gdy ma się wiedzę+doświadczenie+wykształcenie można stawiać warunki. Często mam wrażenie, że ludzie za samo skończenie studiów chcą dostać nie wiadomo co.
Poza tym teraz czasy takie, że może trzeba będzie po jakimś czasie porzucić specjalizację (jak nie będzie zadowalających warunków i ofert) i zaczynać od nowa. Czasem na początku biorąc po prostu, co dają.
OdpowiedzUsuńElastyczność też zaczyna się liczyć.
To ja odpowiem z perspektywy kraju, gdzie wyksztalcenie, umiejetnosci, doswiadczenie, pracowitosc i kreatywnosc wyznaczaja miejsce w hierarchi spolecznej (poza upper class, bo wiadomo, tam to tylko z urodzenia, zadna kasa ani nawet nadaniem przez Krolowa za zaslugi sie nie wkupi - i dobrze).
OdpowiedzUsuńWszyscy, ktorzy zarabiaja wiecej niz przecietna, najpierw dostaja w dupe na ciezkich studiach, potem maja przez pare lat (ok. 5) dosc niskie zarobki nadal.
Kop w gore nastepuje po tych kilku latach, nawet w City.
Niektorzy rozkrecaja z sukcesem wlasne biznesy, ale tam tez na zwrot inwestycji sie czeka - chyba ze sie trafi w nisze od razu, ale to nieliczni.
Nikt sie nie ludzi, ze zaraz po studiach beda kokosy, roszczeniowosc jest malo znana.
Natomiast prawie wszystkie nastolatki powyzej 11 r.z. pracuja - nic ciezkiego, jakies roznoszenie gazet, itp.
Co do polskiego podejscia - modlitwa z "Dnia Swira" i nic wiecej nie trzeba.
Wiem, że nigdzie nie napisałaś, że wszyscy mają dziwne roszczenia. Po prostu po przeczytaniu Twojego tekstu miałam wrażenie, że ludzie powinni brać, to co się im oferuje i nie narzekać. Pracować za marne pieniądze, bo inni chętnie by tę pracę za nich wzięli. I pewnie często się robi, bo ma się jakąś tam motywację. Chodzi mi tylko o to, że to nie jest konieczne wyjście i mając świadomość swojej wiedzy i umiejętności można chcieć więcej, nie wstydząc się tego. I nie chodzi mi tu o rozbuchane poczucie własnej wartości, roszczeniowość i myślenie, że umie i wie się wszystko tuż zaraz po studiach.
OdpowiedzUsuńI oczywiście elastyczność się liczy i być może trzeba będzie porzucić swój wyuczony zawód, na rzecz nowego, żeby dostać pracę.
Drogo Zaakurzono, podpisuje sie wszystkimi czterema racicami zarowno pod ta notka jak i pod ta o pracownikach tymczasowych w supermarketach/ochronie/telemarketingu itp.
OdpowiedzUsuńWiekszosc oburzonych wysokoscia pensji placonej przez tego czlowieka prowincje i "normalna" prace widziala tylko w artykulach z Krytyki Politycznej, a zeby nie naruszac swojej godnosci, pasozytuja na starych rodzicach, albo siedza na uczelni, ktora nie oszukujmy sie, jest rodzajem szklanej banki.
Gwoli uzupelnienia - czasem parszywy kapitalista faktycznie spi na kasie. Kiedys strzelil nas jasny chuj, kiedy przy obsludze jakiejs promocji placono totalne grosze (potrafilo wyjsc 3 pln za godzine przy "kiepskich" zgloszeniach) i odmowiono podwyzki, a potem dowiedzielismy sie, ze koles z marketingu dostal 100.000 (slownie sto tysiecy) pln premii za organizacje i zyski.
Co smieszne (tylko nie bardzo) w sumie na naszej podwyzce firma "stracilaby" z 6-10 tysiecy.
Mimo wszystko jade na ciezkiej kurwie, gdy Katolicki Przedsiebiorca opowiada mi ile ma zysku ze swojego sklepu i zakladu (ktore sa nieukrywajmy tylko dodatkiem do bardzo wysokiej pensji) i z duma opowiada, ze placi szwaczce az 1300 PLN (nie wiem, czy netto czy brutto, w sensie czy pensja czy dzielo).
Ze szczera radoscia przyjelam tez inspekcje z PiP, ktora dowalila im kare i nakazala oplacic ZUS za pracownikow tymczasowych. O dziwo sporo sie tam poprawilo.
ktoś wie, ile pracownik musi wygenerować zysku, aby dostał pensji np. 1000 zł? ja mniej więcej wiem, około 1700 zł. to 700 pracodawca odprowadza do państwowego żłobu.
OdpowiedzUsuńdo tego koszty utrzymania lokalu, inwestycje itp.
dlatego pensje takie niskie, dziwne umowy o pracę i tak dalej.
samo utrzymanie zakładu pracy to już sukces, a wypłacanie porządnej pensji - sukces już przeogromny.
czarownico
OdpowiedzUsuńczekam aż i u nas będzie to stan normalny.
najgorsze, że mentalność Polaka każe dopieprzać nie tylko tym, co wyżej.
Znam taką naprawdę fajną dziewczynę z mojego miasteczka. Skończyła nierentowne studia, a tam jest problem nawet z prostą pracą, dorabiała więc rozdawaniem ulotek. Któregoś dnia mijała ją jej była nauczycielka z ogólniaka (znam tę babę. nigdy jej nie lubiłam. cholerna prostaczka)
i co powiedziała? "w końcu wie, czym zajmują się absolwenci tego kierunku!"
Odkąd o tym usłyszałam, ciągle o tym myślę. Życzę tej babie, by niebawem znalazła się po drugiej stronie tej barykady i została podobnie parszywie opluta.
Zosiu
Jasne, trzeba się cenić i mierzyć wysoko.
Myślałam raczej o sytuacji, o której wspomina Shigella.
O tym, że młody nie weźmie "gównianej" w jego przekonaniu pracy (bo nie został należycie doceniony i praca marzeń nie przyszła do niego sama i od razu), ale to nie przeszkadza mu czerpać środków z takiej właśnie "gównianej" pracy, którą wykonują jego rodzice. Gardzi taką pracą, a na co dzień tak wypracowany (przez kogoś innego) chleb smakuje.
Shigello
Bardzo słuszne uwagi.
Najbardziej wkurza mnie w tym fakt, że ludzie, o których piszesz, wypowiadają się jak eksperci, co to wszystko już widzieli i rozumy pozjadali. Zrozumiałabym takie podejście u siedemnastolatka, bo wtedy się nam wydaje że świat tylko czeka z otwartymi ramionami, by docenić naszą genialność, ale (wydawałoby się) dorośli ludzie??
Foksal
Ja to wiem, Ty to wiesz, on i ona wiedzą też. A "niedoceniona" młodzież i tak wie lepiej ;)