niedziela, 8 stycznia 2012

Zła matka. Ayelet Waldman

Jak już wspominałam gdzie indziej, zgłosiłam się do konkursu na bloga roku. Teraz mnie od razu wydadzą, potem Nike, Nagroda Kościelskich, no i chyba Nobel - sky is the limit.
Ale już bez jaj, głosowanie zacznie się 12.01. i jeśli będzie Wam się chciało wysłać smsa, będzie fajnie.

Oczywiście zgodnie z prawem Murphy'ego w chwili zgłoszenia się do konkursu, powinnam stracić energię, wenę, albo jak panu Krabowi ze Spongeboba, z wrażenia powinny mi odpaść ręce.
Nic nie jest wykluczone, więc może zanim odpadną, machnę choć jedną notatkę, co?



Kiedy tylko usłyszałam o tej książce, zapragnęłam ją przeczytać. Zwykle unikam czytania czy oglądania dzieł, wokół których jest spory szum. Wiem, że to irracjonalne, ale naprawdę mam taką blokadę. Może dlatego, że kilkakrotnie nacięłam się dość szpetnie ;)
Po zastanowieniu stwierdzam, że ta reguła dotyczy tylko fikcji. Biografie, dokumenty, felietony mogą być otoczone zgiełkiem, a i tak po nie sięgnę.
Sięgnęłam więc i tym razem.
Od razu zaskoczyło mnie, że książka jest stosunkowo cienka. Przeczytałam ją w kilka godzin i w zasadzie czułam niedosyt.
Autorka dotykała ważnych kwestii, sama płakałam w którymś momencie (pamiętam, w którym, ale nie chcę opowiadać kolei życia autorki, bo może ktoś jeszcze nie czytał), ale po przeczytaniu całości naprawdę nie rozumiałam gdzie tu jest miejsce na oburzenie i skąd wziął się ten skandal wokół.

Teraz, kilka miesięcy po lekturze, nadal nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Ayelet Waldman twierdzi, że największe poruszenie wywołało jej stwierdzenie, że kocha męża bardziej niż dzieci.
Mam wrażenie, że w wielu rodzinach rzeczywiście to wokół dziecka kręci się świat - wystarczy poczytać niektóre blogi. Wygląda to tak, jakby niektórym kobietom facet był potrzebny tylko jako dawca nasienia, ale to w sumie ich problem - każdy sam ustala sobie priorytety i układa sobie życie.

Po przeczytaniu "Złej matki" nasunęło mi się kilka refleksji.
Zobaczyłam świat matek jako poligon i szkołę przetrwania w jednym.
Zobaczyłam ich życie jako jeden wielki wyrzut sumienia. Frustrację powodowaną opowieściami starszych kobiet na temat ich własnych porodów, w których to opowieściach z każdym rokiem zwiększa się tragizm, czas trwania skurczów i ilość lekarzy "wyciskających" dziecko z brzucha. A z każdym opowiedzeniem historii wody płodowe coraz bardziej zielenieją. (nasza córka urodziła się dwa tygodnie po terminie i nic mi nie zieleniało, ale widać nie mam odpowiedniego wyczucia dramatyzmu)

Główne bohaterki są jednak dzielne i nigdy nie krzyczą, ani nie biorą znieczulenia. Jak wówczas ma się czuć ta "słaba żałosna kobieta", która drze japę na pół szpitala, wyjąc o znieczulenie? Cóż, zacznie pewnie z czasem tworzyć alternatywną historię własnego porodu, prawdą gnębiąc się w samotności. A potem ja, będąc na placu zabaw, mimowolnie wysłucham tej opowieści wygłaszanej do innej nowo poznanej matki niemowlaka. Czy kobietom się wydaje, że to naprawdę aż tak interesujące dla obcych?

Przyznaję, że uciekam przed większością matek na placach zabaw. Zwłaszcza jeśli zaczynają rozmowę od "ile ma? kiedy zaczęła chodzić?" - o mamo, nie pamiętam kiedy zaczęła chodzić - jak widać chodzi, więc jakie znaczenie ma data? "Ile ma zębów" A skąd mam to, na bogów wiedzieć? Przestałam liczyć po pierwszych ośmiu i to wcale nie dlatego, że to drugie dziecko - przy pierwszym było tak samo.

Kobiety najpierw same robią wszystko, by sprawiać wrażenie osób, którym hormony odebrały całkowitą zdolność logicznego myślenia, a potem mają pretensję, że młode matki odbiera się jako samice zainteresowane jedynie zawartością pieluchy. To że robią to sobie, mam gdzieś, ale taki obraz buduje stereotyp mlecznej kretynki i naprawdę cieszę się, że najprawdopodobniej nie będę mieć trzeciego dziecka i nikt mnie już do tego grona nie zaliczy. A przecież jest tyle normalnych, fajnych matek. Czemu w oczy rzucają się raczej te inne??

Macierzyństwo to temat wyzwalający ogromne emocje. I jak się okazuje każdy jest w temacie wychowania dzieci ekspertem i z ochotą wypunktuje matce popełnione na tym polu błędy.
Jeśli tym nie dobije młodej matki, może jej jeszcze polecić poradnik o byciu seksowną mamuśką i idealną panią domu. Smacznego.
Bo matka może, a nawet powinna wszystko.
Nierealne? Chcieć to móc - nie raz to słyszałaś. Tyle że nie zadowolisz wszystkich, więc mam dobrą radę - WYLUZUJ KOBIETO. Za jakiś czas, przynajmniej raz usłyszysz, że twoje dziecko cię nienawidzi; a jeśli do tego poczyta trochę psychologii, będzie dysponować setkami odpowiednich teorii na poparcie tezy, że ewidentnie zmarnowałaś mu życie.

Waldman dochodzi do wniosku, że dzieciom potrzeba po prostu wystarczająco dobrych matek. Warto być "matką, która robi, co w jej mocy, i wie, że to zupełnie wystarczy, nawet jeśli ostatecznie to, co w jej mocy, okaże się tylko niezłe".

Więc drogie panie, nie róbmy sensacji :)
A książkę "Zła matka" warto przeczytać.

17 komentarze:

  1. Halo. Ty mi napisz w trzech słowach, gdzie trzeba głosować i jak, bo ja mam alergię na czytanie regulaminów i instrukcji :)
    dysponuję jedynie dwoma nr tel, ale może wykradnę trzeci

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana jesteś :))) A głosowanie zacznie się 12-go, napiszę tu co i jak :*

    OdpowiedzUsuń
  3. mnie na tyle nie frapuje macierzyństwo że nawet teoria złej,dobrej czy wystarczają o dobrej matki mnie nie wciąga. większośc ludzi którzy chodzą czy tu czy tam to osoby z innego świata - więc statystycznie dlaczego nagle wsród młodych matek miałoby być inaczej.

    mam dziecko, urodziłam je w bólach umiarkowanych, darłam się, trzy razy dziennie słyszę że mnie nienawidzi co mnie cieszy bo uważam że to naturalna faza rozwojowa (we mnie ją zduszono - więc zbuntowałam się przed 40-tką ;), karmię, całuję, podrzucam ojcu jak idę na bal - ale - nie wiem jak jest możliwe kochać bardziej faceta niż dziecko. to piszę poważnie. może jak w ogóle nie jestem zdolna do miłości do mężczyzny - ale nie wyobrażam sobie innej kolejności kochania niż dziecko, ja, cala reszta ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. "nappy brain" się nazywa to co dzieje się z większością kobiet w ciąży i po porodzie i jest wynikiem hormonalnego sztormu. Większości przechodzi, ale zależy też, na jakim podłożu się rozwija.
    Jak w podłożu niewiele, to i ustabilizowanie się hormonów niewiele da.

    Wg mnie dzieci kocha się inaczej, bo dochodzi instynkt macierzyński oraz zachowania gatunku, silniejsze nawet niż instynkt własnego przeżycia. Ale czy mocniej?
    Nie jestem pewna.

    OdpowiedzUsuń
  5. spt, to jest całkiem inna miłość, ale nie mogę powiedzieć, że kocham dzieci bardziej.
    i wiesz, kochać "faceta", a kochać ojca swoich dzieci, którego się wybrało na partnera - w założeniu na zawsze, to różnica. Pewnie też zależy też od faceta. Tak naprawdę to nie wiem od czego zależy. Głośno myślę :)

    i w ogóle chciałam powiedzieć, że mam już przesyt poradników dla matek, opowieści matek, rozważań macierzyńskich - mam wrażenie, że po artykule Chylińskiej "macierzyństwo to ściema" ileś lat temu, temat ruszył i teraz wszyscy zajmują się mówieniem głośno tego "jak jest naprawdę".
    Dobrze że mówią, bo to może złamie parę stereotypów różowego macierzyństwa, ale... boję się otworzyć lodówkę :D

    czarownico
    ja wiem i sama miałam potworne problemy z koncentracją na obiektach innych niż moje dziecko-przynajmniej przy pierwszym dziecku i pierwszym szoku, ale uważać że nasze dziecko jest najcudowniejsze dla nas to nie grzech. Gorzej jak się kobiecie wydaje, że dla innych to tak szalenie zajmujący temat. O tym mówię, a nie samym stanie ogłupienia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze,że startujesz, bo nie mam w tym roku na kogo głosować:)
    A w ogóle tak się namnożyło blogów w tym konkursie, jak doszłam do 600 (!)
    w kategorii "ja i moja pasja" (czy jakoś tak), to zwątpiłam! A tytuły i tematyka jeszcze bardziej dołujące...
    Moim zdaniem poziom znacznie odbiega od poprzednich lat.
    Tak więc cieszę się, że mam alternatywę w postaci Ciebie, bo może wreszcie uda się przełamać dominację blogów o chorobach (naprawdę nic nie mam do chorujących, też mogłabym dodać co nieco)!
    Powodzenia i czekam na sygnał do głosowania.
    Marta z Lublina

    OdpowiedzUsuń
  7. dla mnie milosc do dzieci i mlosc do faceta, to dwie rozne bajki i nawet nie staram sie ich porownywac, bo nie ma to dla mnie sensu! to nigdy nie byl dla mnie wyscig, licytacja.

    wiadomo, ze dziecko zawsze bedzie na pierwszym miejscu dla kazdego kochajacego rodzica, ale na pewno, milosc do dzieci nie przeslania mi milosci do mojego meza i nie ma tak, ze dzieci, dzieci, dzieci, a pozniej dlugo dlugo nic. maz ma swoje prawo jesli chodzi o moje uczucia, dzieci maja swoje. trzeba pamietac, zeby zachowac zdrowy rozsadek w ich okazywaniu, bowiem nie od dzis wiadomo, ze nadmiar troski jest gorszy niz sraczka.

    kocham meza, kocham dzieci. koniec. kropka.

    a blogi typu "moje dziecko to chodzacy geniusz, naj, naj, naj...ble ble ble..." wywoluja u mnie mdlosci.

    poradnikow nigdy nie czytalam i czytac nie zamierzam, bo nie widze sensu. nie od dzis wiadomo, ze macierzynstwo, to nie tylko cud, miod i maliny, wiec omijam takie opowiesci szerokim lukiem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Marto, poziom rzeczywiście jakby niższy.
    Przejrzałam prawie wszystkie z "mojej" kategorii i znalazłam może z dziesięć (na ponad 600), na których się zatrzymałam.
    Myślę że ludzie po prostu odpuścili, wiedząc że i tak do 10 wejdzie ten, co ma 500znajomych na fb, którzy zagłosują...
    Jeśli będzie Ci się chciało oddać głos na mnie, super :)

    Ivonek
    ale na pierwszym miejscu, znaczy "przed sobą"? (nie mówię tu o jakichś tragediach, typu oddawanie życia za kogoś, tylko o codziennych pierdołach.
    Ola z odchudzam-sie dawno temu napisała notkę o tym. Tam było o udku z rosołu, pamiętasz? :)

    Mnie już kompletnie dobijają blogi pisane przez matki o dzieciach w pierwszej osobie. Rozumiesz? Siedzi stara baba przed kompem i pisze: "właśnie wyszedł mi pierwszy ząbek. mamusia jest taaaka szczęśliwa".

    OdpowiedzUsuń
  9. nie mowie o jakichs ratujacych zycie decyzjach, tylko o takich zwyklych, codziennych czynnosciach, gdzie najpierw dziecko, pozniej my.

    nie wiem czy moge jasniej, bo mnie tak dzis "kobiece dni" dobijaja, ze mam ochote wyciac sobie to i owo!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Moja matka była straszna i nienawidziła mnie, teraz jest stara i troche ode mnie zależna, więc sie stara mnie nie wkurzać, ale chyba nie o tym pisałaś?

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurcze właśnie sobie uświadomiłam, że nic z tej książki nie pamiętam, a czytałam ją kilka miesięcy temu.
    Nic.
    Właściwie dlaczego nie można kochać dziecka mniej niż faceta?
    BO co się wtedy dzieje?
    TO jakiś kolejny terroryzm macierzyństwa.
    Nie wiem, kogo kocham bardziej.
    Czasem żadnego z nich nie kocham, tak mnie wkurwiają.

    Ale jak słyszę: nie można, nie możliwe etc to od raz mi słabo.
    Możesz liczyć na kilka głosów ode mnie:) Zmuszę ich wszystkich do tego, niech się przydadzą do czegoś

    OdpowiedzUsuń
  12. ale ja nie mówię, że nie można. oczywiście, że można. każdy związek jest inny itd. chodziło mi o to, ze jesli Waldman kocha bardziej męża, to nie ma z czego robić skandalu.
    I przyznaję, że sama musiałam ja jeszcze raz przejrzeć, chyba dlatego, że nie wstrząsnęła mną w żaden sposób.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dzięki, Pru, ale nie zmuszaj :)
    Nie popierajmy terroryzmu :D

    OdpowiedzUsuń
  14. :) a ja nie mówię, że to Ty mówisz.
    Tak się ogólnie zastanawiam - dlaczego taka reakcja.
    No właśnie mną też ta książka nie wstrząsnęła, choć wiele się po niej spodziewałam.

    OdpowiedzUsuń
  15. dobra matka to taka, która jeść da, kredki da, ubierze i na spacer wyprowadzi.
    i nie musi dziecku powtarzac nieustannie, że je kocha, bo dziecko czuje to każdego dnia.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie wiem jak to jest w polsce, ale tutaj w stanach czesto gesto mozna spotkac matki, ktore maja aboslutnie z gorem - jakby powiedzial moj ojciec:) Mozna sie naprawde zdolowac i tez mi sie to przydarzylo przyznaje na poczatku, zwlaszcza po lekturze ksiazek poleconych przez moja pediatre. Przestalam kiedy zdalam sobie sprawe ze moje dzieci wygladaja na bardzo szczesliwe, czesto sie smieja, nie chodza glodne, sa zdrowe, ubrane odpowiednio do pogody zawsze i spedzamy z nimi duzo czasu. Nie odczuwam potrzeby chwalenia sie kazdym zebem, i nie denerwuje sie ze nie lubieja jezdzic na rowerze, nie cackam sie zbytnio, bo nie mam cierpliwosci, poza tym ze mna nikt sie nie cackal i wyszlam na ludzi:) Nie jestem wspaniala matka, bo wolalam pojechac na wakacje sama z mezem a dzieci zostawic u dziadkow, i nie moglam sie doczekac. Ale nie jestem tez zla, tylko dlatego ze potrzebuje choc raz w roku paru dni z moim facetem, odetchnac od dzieci. Po powrocie jestem lepsza bo wypoczeta.
    Ksiazke moze przeczytam jak uda mi sie ja zamowic albo jak uda mi sie poleciec do polski.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. A ja myślę, że tak jak była moda na idealne rodzicielstwo, tak teraz jest moda, żeby je z tych ideałów obedrzeć. Nagle wszystko jest brudne, bolesne, męczące, pozbawione godności i kobiecości. Nagle są bachory, a nie dzieci. Jak we wszystkim każdy ma różne doświadczenia, zaczynając od porodu, przez przespane bądź nieprzespane noce, kończąc na dziecku aniołku albo małym wcieleniu zła. Ja jestem w grupie nielubianej. Nie mogę opowiedzieć historii o koszmarze porodu, bo moje dwa takie nie były, naprawdę takie nie były! i mam nadzieję trafić na porodówkę po raz trzeci. Przesypiałam noce,karmiłam, ale nie czułam się jak dojna krowa, miałam czas na życie, ale wcale nie chciało mi się z niego korzystać bo nie chciałam na siłę udowadniać, że nic się nie zmieniło. Nie jestem matką polką, ale lubię być mamą, lubię swoje dzieci. Kocham męża,ale zawsze inaczej. Choć dałabym się pokroić za całą trójkę.

    OdpowiedzUsuń