poniedziałek, 20 lutego 2012

nauka o przemijaniu przyszła sama

Mentalność Polaków nie pozwala się cieszyć tym, co jest. Nigdy nie jest dość dobrze, trawa u sąsiada zawsze bardziej zielona - z czego tu się cieszyć. Być zadowolonym z siebie to już w ogóle godne potępienia. Sama tak kiedyś myślałam.
Pamiętam jak kilka lat temu jedna blogerka napisała, że jest dumna, bo zawsze umie stworzyć ciepły rodzinny klimat w swoim domu (gdziekolwiek by nie była) i jakie poruszenie to wywołało. No jak to. Napisać tak wprost? Zero skromności!
Z biegiem lat coraz bardziej mnie ta polska mentalność wkurza i cenię ludzi, którzy cenią samych siebie. Nie mówię tu o bufonach, którzy mogliby prowadzić program "jestem jaki jestem, podziwiajcie!" i którzy uważają że nie muszą już niczego się uczyć, ani nad sobą pracować, bo są ucieleśnieniem ideału.
Mówię o tych, którzy mimo kompleksów, ciężką pracą coś zdobyli i umieją się tym cieszyć oraz być z tych osiągnięć dumni.
To ci sami, co na "jaka ładna bluzka", nie odpowiadają "daj spokój, stara szmata. i do tego zobacz, tu ma plamę".

Martwię się wieloma sprawami związanymi z naszym życiem. Martwię się o zdrowie najbliższych, o stan naszych finansów - choć jest o niebo lepiej niż było w poprzednim miejscu zamieszkania - o jakieś inne sprawy. Wkurzam się na drobne niedogodności, wpadam we wściekłość po kolejnej bezsensownej kłótni między dziećmi, irytują mnie okruchy na stole i wszystkie domowe obowiązki (codziennie to samo odkurzanie, pranie, kuweta, pierdoły które zabierają czas, jaki mogłabym poświęcić na coś mądrego.) Czasem mam dość i na wszystkich warczę.
Równocześnie absolutnie, nieprzyzwoicie wprost pławię się we własnym szczęściu.
W mądrości naszych dzieci, w świetnej pamięci i analitycznym umyśle jednego i ogromnej twórczości i żywiołowości drugiej. W cieple i mądrości Pita. W tym jak fajnie ewoluuje nasz związek. W tym, że po jedenastu latach razem, zaczynam tęsknić, gdy tylko wyjdzie/wyjdę z domu. Że nie chodzi o to, by robić wszystko razem, ale o radość z bycia ze sobą, towarzyszenia w drodze. O ten moment, gdy sprawia ci przyjemność robienie komuś przyjemności. I gdy można czuć się bardziej zjednoczonym z drugim człowiekiem, gdy się leży na kanapie z książką, a ten drugi gra na kompie, niż z kim innym non stop trzymając się za ręce.

Kiedyś strasznie mnie wkurzało, gdy Pit mówił o Diamentowej Drodze. Opowiadał o nauce o nietrwałości. O tym, że sztuką jest brak przywiązania, cieszenie się, gdy coś jest i akceptacja tego, że kiedyś nie będzie.
"Daj spokój, nie wkurzaj mnie" - mówiłam - "ja chcę być przywiązana, nie chcę niczego tracić! nie mów do mnie na ten temat."

Teraz, po dziesięciu latach, siedzę o trzeciej w nocy w kuchni i rozmawiam z Kamą. Olśniewa mnie w jednej sekundzie, że całkiem niebuddyjskimi metodami doszłam do podobnych wniosków. Opowiadam o chodzeniu po domu, gdy wszyscy śpią. O tym, że ich głaszczę, przytulam, okrywam i chłonę. Że mi tak dobrze z tym, co teraz mam i że równocześnie to bolesna radość, bo powiązana ze świadomością, że tak nie będzie zawsze. Bo kiedyś mnie nie będzie, ich nie będzie, wszystko może się zmienić w jednej chwili. Ktoś może zachorować, ktoś się wyprowadzić, ktoś odejść. Ale teraz są są są. JESTEŚMY. I tak jest dobrze, jest wspaniale. Opowiadam i płaczę.
Ze szczęścia i dlatego, że wszystko się zmienia. I wszystko mija.
Ale póki nie mija, pławię się w tym, jak rano pod ciepłą kołdrą, pięć minut przed szybką toaletą i wyjściem na mróz.
To dobre pięć minut. Niech trwa jak najdłużej.

14 komentarze:

  1. tak. bo najwazniejsze jest to, że w ogóle jeszcze jesteśmy.
    w miare zdrowi, w miarę zamożni, w miarę bezpieczni.
    mamy siebie nawzajem. a trudnosci byc muszą, takie jest życie.
    moc w słabości się doskonali, jak mówi Dobra Księga.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem sklonna do wyznan milosnych - ale kocham Cie za ta notke :)
    Insze komentowanie nie ma sensu - bo wszystko powiedzialas - kwestia przelozenia na swoje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam to uczucie. Uczucie radości z tego, co jest, tym większej, że wiem, że mogłoby tego nie być. I że przeminie to kiedyś też.

    U mnie się oo bierze paradoksalnie ze skłonności do strachu ;)

    Ale ale - czy naprawdę myślisz, że to tylko "polska mentalność", że się nie cieszymy tym, co mamy? Bo ja myślę, że to jest zwykła ludzka słabość. Ponadnarodowa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Polska (stereotypowa) mentalność to nie pozwalanie innym na otwarte mówienie o tym że coś mają, że to jest fajne i ich cieszy. (bo to takie nieskromne)Zaś to, czy się umiemy cieszyć z codzienności, to nie tylko mentalność.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo pięknie napisane. Dziękuję za tę notkę, takie małe przypomnienie na dziś :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ruszyłaś u mnie jakieś nieodkryte pokłady emocji...

    OdpowiedzUsuń
  7. eee nie, ja jak Pawlak, "ja tylko pocjągnął"

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja jestem szczęśliwa, bo ... rodzina, zwierzaki, las , książki,muzyka, dobre wino, włóczki i druty.Bardzo cieszę się z każdego dnia. Chciałoby się powiedzieć "trwaj chwilo, trwaj", bo jednak gdzieś za rogiem czai sie strach, że ...kogoś może zabraknąć.To mój największy strach.
    Jadzia

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo mi bliskie to co napisałaś, bardzo

    OdpowiedzUsuń
  10. Spłakałam się. Bardzo. Przeczytałam na głos wiecznie sklamrzącej, że im źle, rodzinie. Osiemnastka powiedziała: "Nienawidzę Cię" wycierając oczy. Prawiemąż się nie odezwał, co nie jest normalne. Chyba nie trzeba mocniej udowadniać, że trafiłaś w sedno?

    OdpowiedzUsuń
  11. To jakbyś o mnie pisała. To uczucie szczęścia i spełnienia doskonale harmonizujące z łupaniem w kręgosłupie, bo przez godzinę nosiłam moje ukochane 10 kilo dziecia na rękach, a do drugiego 20 kilowego schylałam się, żeby przytulić. I radość z powitania męża wracającego późną nocą z pracy, i do-nocy-rozmowy albo po prostu siedzenie na wspólnym mianowniku naszego domostwa. To co, że jutro niewyspanie. Ono też jest częścią tego niepojęcie szczęśliwego świata.
    A kiedy ktoś o błyskotliwej karierze mówi do mie: "A co u ciebie? Siedzisz w domu? nic nie robisz?" - kiwam moją głową kury domowej przepełniona wrażeniem, że w swoim kurzym szczęściu codziennie dotykam tajemnicy, której mój rozmówca nawet się nie domyśla.

    OdpowiedzUsuń