blog Elżbiety Zdanowskiej

wtorek, 29 stycznia 2013



Gdy tylko stwierdzę, że usta wykrzywiają mi się ponuro, gdy tylko do duszy mej zawita wilgotny, dżdżysty listopad, gdy złapię się na tym, że mimowolnie przystaję przed składami trumien albo podążam za każdym napotkanym pogrzebem, a w szczególności, gdy moja hipochondria tak mnie opanuje, iż potrzeba mi silnych zasad moralnych, by się powstrzymać od rozmyślnego wyjścia na ulicę i metodycznego strącania ludziom z głów kapeluszy – wtedy uznaję, że już wielki czas udać się na morze jak najrychlej.
(Herman Melville”Moby Dick”)


Nie mam jak ruszyć na morze, robię więc herbatę z sokiem malinowym i ruszam na poszukiwania do małego pokoju. Książki dla dzieci bywają całkiem skutecznym lekarstwem.
Potem siadam na kanapie przy lampie, opatulam się kocem i czekam na towarzystwo. A towarzystwo jest niezawodne. W ciągu kilku minut wypełzają z kątów, schodzą się pojedynczo, układają, udeptują, zwijają się w precelki. Po chwili już posapują i mruczą, a że przy tym wydzielają sporo ciepła, więc uśpienie mnie nie zajmuje im zbyt wiele czasu.
Jednak póki nie zasnę, czytam.
Tym razem skusiłam się na czwartą część Baśnioboru, z podtytułem Tajemnice smoczego azylu.

Znane z wcześniejszych tomów rodzeństwo będzie musiało wykorzystać świąteczną przerwę w nauce na poszukiwanie ukrytych artefaktów, po to by uchronić je przed Stowarzyszeniem Gwiazdy Wieczornej. Swoją drogą, jak im się zawsze szczęśliwie składa i udaje pogodzić rok szkolny ze strasznymi wydarzeniami w świecie magii. Tak jakby złe moce czekały na dogodny dla rodzeństwa termin. Nie czepiam się jednak. W końcu to literatura dla dzieci, a nie dla sarkastycznych trzydziestolatek.
Wyłapałam dwa miejsca, które umknęły korekcie, a które sprawiają, że całe zdania nie mają za grosz sensu i było to na tyle zabawne, że chciałam Wam zacytować. Czytałam tę książkę w łóżku i nie chciało mi się wstawać i szukać czegoś do notowania. Byłam przekonana, że zapamiętam umiejscowienie tych zdań, ale dzień później nie byłam w stanie już ich znaleźć. Nie wiem, może je sobie wymyśliłam?
Ten tom przygód Kendry i Setha wydał mi się nieco inny niż poprzednie.
Brandon Mull nadal zadziwia fantastycznymi pomysłami (niektóre, jak sam pisze, podrzucali mu najbliżsi) i czytelnik zaznajomiony z Baśnioborem z pewnością zaangażuje się w opowieść, ale mam wrażenie, że autor nieco przedobrzył.

Nie należy się zrażać początkiem, bo napisano go dla sklerotyków, nie pamiętających poprzednich tomów oraz zapewne dla tych, którzy zaczynają lekturę od tomu czwartego. To tylko kilka stron, dalej akcja płynie wartko. No właśnie, aż za wartko.
Po powoli rozkręcających się klimatycznych poprzednich tomach, tu mamy w zasadzie samą akcję. Nie ma kiedy złapać oddechu i tak naprawdę nie ma miejsca na domysły i wątpliwości. Mam wrażenie, że to ukłon w stronę nastolatków, którzy kochają szybkie zwroty akcji i szybko się nudzą, ale przez taki sposób przedstawiania fabuły, brakuje miejsca na tajemnicę, a ta jest w świecie magii nieodzowna. Nie ma budowania napięcia, leniwych wprowadzeń, dokładnych opisów. Gonimy za bohaterami, chwilami dostając zadyszki, przez co sceny, które miały zadatki na bycie prawdziwym spektaklem - bo pomysły są bardzo dobre i praktycznie "filmowe" - stają się tylko kolejnym wydarzeniem w drodze do celu.
Jest też coś, nad czym nie mogłam przejść do porządku. Język, którym posługuje się jeden ze smoków. Na bogów! Wiem, że to świat alternatywny, który się zazębia z teraźniejszością, ale nie zgadzam się, by smok mówił o wpisywaniu czegoś do cv albo o tym, ze lubi kina samochodowe.
Obraz magicznego smoka, który miałam w głowie, upadł. Nie wiem jak będę z tym żyła :)

Ponieważ jednak jest to książka dla dzieci od dziewiątego roku życia, muszę przyznać, że ma wielkie szanse na sukces. Mull ma niesamowitą wyobraźnię i wyczucie odbiorcy. Tajemnice smoczego azylu nadają się na kanwę serialu dla młodszych nastolatków, choć starszym odbiorcom może nieco brakować 'klimatu'.
Nie chcę opowiadać fabuły, bo mimo wszystko zachęcam, zwłaszcza dzieciaki. 
Sama czekam na ostatni tom, licząc że akcja nieco zwolni i znów znajdzie się miejsce na tajemnicę.





Brandon Mull
Baśniobór. Tajemnice smoczego azylu. 
Wydawnictwo WAB
Warszawa 2012


6 komentarzy:

  1. poszukam dla mojego dziewięciolatka. To Twoje notki powstają najpierw na papierze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pierwszy tom jest zielony :)
      często tak, zwłaszcza te książkowe, albo poważniejsze, do których robię notatki. myślę, że gdybym miała laptopa, pisałabym na nim, ale do kompa jest kolejka, a ja lubię pisać na papierze, zwłaszcza piórem.

      Usuń
  2. A ja siadam z kawą i zieloną herbatą do pracy, a że ferie są u nas to złazi się inne towarzystwo, stęsknione przytulania. Niestety - stety nie futrzakowe ale moje osobiste. Baśniobór wygląda na odpowiednią pozycję dla mojej żądnej przygód ośmiolatki, poszukam. Czy może jeszcze rok poczekać?
    Futrzaki - precelki słodziaki są!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, zaproponować jej możesz, sama zobaczy czy ją wciąga i czy jest ok. Krew się tam nie leje, więc żadnej traumy mieć nie będzie. Gdyby było za wcześnie, będziesz mieć dla siebie na gorszy dzień :)

      Usuń
  3. Dzięki za recenzję, szukam właśnie jakiejś sensownej książki dla dziewięciolatki, bowiem paczcie państwo, książki które my wciągaliśmy dziećmi będąc współczesna dziatwa czytać nie chce, twierdząc że to nudy. Względnie dopytując się co moment o realia PRL-u ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Młody odrzucił Verne'a, którym się zaczytywał jego ojciec w dzieciństwie i kilka innych, które nam się podobały. Bardzo polecam "Serię niefortunnych zdarzeń" to jest 13 tomów i dzieciakom się podoba bardzo. Na podstawie tego powstał świetny film (ale książki lepsze): http://www.filmweb.pl/Lemony.Snicket.Seria.Niefotunnych.Zdarzen

      Usuń

Technologia Blogger.